2.10.

Sobotni poranek wydawał się lśnić w blasku jesiennego słońca. W Warszawie jesień nie jest tak piękna jak tu, w Podkowie Leśnej. Tutaj da się zauważyć każdy drobny szczegół tej niezwykłej pory roku. Nawet deszcz nie wydaje się taki ponury. No tak… Właśnie znów zaczęło kropić. Ojciec przynosił jeszcze jakieś bagaże z samochodu, kiedy dosięgły go pierwsze krople. Naciągnął na głowę cienką kurtkę i uskoczył pod daszek klatki schodowej. Ciotka i Krystyna krzątały się po kuchni, trochę rozmawiały. Plotkara z tej Marceliny. Do tego miała świetną zabawę przy opisywaniu całego zajścia.

- A żebyś ty jej minę widziała!- Krzyczała do Krystyny- Siedziała na fotelu i biedna nawet nie wiedziała czy śmiać się czy płakać.- Marcelina znów wybuchła śmiechem. Oparła się o kant drewnianego stołu i złapała w pasie. Starsza siostra Blanki uśmiechała się pod nosem, na tyle, by nikt nie zauważył.- I nawet wąchała czy to czasem nie jaka trucizna! Aj mówię ci kochana, że w dzisiejszych czasach, to dzieciaki mają niesamowite pomysły, ale czy mądre, to ja nie wiem. Ale za to jakie śmieszne!- I znów powtórzyła swój chichot, nie kryjąc tego przed Blanką. Dziewczyna posłała jej tylko cierpkie spojrzenie i odeszła do salonu. Ciągle zastanawiało ją skąd ta butelka i po co. Nie potrafiła uspokoić myśli. Jej zmysły, znów zaczęły pracować normalnie. Nie ważyła się jednak sięgnąć po butelkę raz jeszcze.

Te znaki i słowa musza być po portugalsku. A jeśli tak, to sprawa torby i butelki, są ze sobą jakoś powiązane. Tylko jak? Usiadła przed zgaszonym telewizorem. Był pokryty grubą warstwą kurzu. Cholera, dlaczego nie wzięłam ze sobą tego słownika?!

By lepiej się poczuć, wyszła na spacer. Spacerowała alejkami parku miejskiego, minęła też stary kościół św. Krzysztofa. Tak dawno tam nie była… Myśli plątały jej się po głowie. A te pióra? Kości musiały zostać sprowadzone do Polski ze względu na Sokoła Wędrownego. Tak naprawdę, chyba tylko jednego jestem pewna. Otwierając butelkę czułam to samo, co zaraz po znalezieniu torby. Ten koszmar nocny… Jakiś strach, ucieczka, ale też siła do walki. Może było trochę słabsze, mniej ogłuszające. To bardzo dziwne.- myślała.

Wieczorem matka oznajmiła wszystkim, że po wstępnej rozmowie z ciotką i ojcem, postanowili zostać w Podkowie dzień dłużej. Antek podskoczył z radości. Oznaczało to bowiem, że nie będzie musiał iść w poniedziałek do szkoły. Dla Blanki jednak, mimo, że tak tęskniła za tym miejscem, nie była to teraz dobra wiadomość. Chciała czym prędzej wracać.

Napiszcie: Co dalej może się wydarzyć ?

~ - autor: projektksiazka w dniu 31/03/2010.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.