2.8.
Była już prawie połowa września. Piątek. Rodzice wpadli na pomysł by pojechać w rodzinne strony. Wszyscy cieszyli się na tę myśl. Zwłaszcza Blanka, która długo już nie widziała się ze starymi znajomymi. Już w piątek, kiedy Antek przybiegł ze szkoły, załadowali się do samochodu i ruszyli do Podkowy. Czuło się w powietrzu tęsknotę za dawnymi stronami, bo tam zawsze był dom. Tam spokój i zieleń.
Zatrzymali się u ciotki Marceliny, która mieszka tam od ponad czterdziestu lat. Marcelina to starsza pani, ale nadal prezentuje się bardzo gustownie. Mogłaby być babcią tych dzieciaków. Jest mała i drobna, szybko porusza się po pokojach. Powagi dodają jej opadające na ramiona długie, płowe włosy i okrągłe grube okulary. Kiedy Blanka była mała, ciotka zawsze wyganiała ją z pokoju kiedy chciała zapalić cygaretkę. Tak zostało jej do dziś. Czasem czytając gazetę zamyśla się, a potem klnie jak szewc, kiedy popiół z papierosa spadnie jej na sukienkę. Mimo to, zarówno Krystyna jak i Blanka, uwielbiały spędzać u niej czas. Potrafiły po szkole przesiadywać do późnego wieczora. Siadały na kanapie obok stołu i patrzyły jak ciotka rozwiązuje krzyżówki. Wszyscy zastanawiają się czy rzeczywiście ma sześćdziesiąt pięć lat, ale tak naprawdę, wie to tylko ona sama. Marcelina jest wdową i mieszka sama w dużym mieszkaniu, niedaleko Alei Lipowej, toteż cała rodzina od razu pojechała w tamtym kierunku.
Kiedy dotarli na miejsce, było już ciemno. Słońce zaszło szybko i znów zaczynał padać deszcz. Ciotka przyjęła wszystkich z wielką radością. Odkąd się przeprowadzili, została tu- nie licząc kilku sąsiadek- całkiem sama. I mimo jej całej specyfiki, miała w sobie coś, co powodowało, że w jej domu, gdy tylko rozbrzmiewało życie, tworzyła się ciepła atmosfera. Tak też było i tym razem. Wspólna kolacja wydawała się tchnąć radością. W Podkowie Leśnej nic się nie zmieniło od ich wyjazdu.
***
Wieczorem, kiedy wszyscy położyli się do łóżek, a ojciec na dostawiony materac, Marcelina zawołała Blankę do swojego pokoju. Ciotka była dla dziewczyny zawsze kimś bliskim, jak babcia. Marcelina usiadła w wielkim zielonym fotelu, dając skinieniem głowy znak, żeby Blanka spoczęła naprzeciwko. Mruknęła do siebie pod nosem, poprawiła spinkę na włosach. Uśmiechnęła się lekko, podnosząc jeden z kącików ust nieco wyżej.
- Złotko moje kochane- zaczęła- tutaj, pod zasłonkami jest paczka dla ciebie.- Blanka zmarszczyła lekko brwi dając do zrozumienia, że nie wie o żadnej przesyłce.
- Ale jak to? Od kogo?
- Ciiicho kochanie. Nie krzycz tak, bo się pobudzą. A Antek zaraz przyleci. Nie wiem od kogo, przecież nie otwierałam. Weź sobie proszę.- Blanka sięgnęła ręką w kierunku okna. Paczka była niewielka i miękka, opakowana w szary papier.- Na przyszłość, powiedz koleżankom, że zmieniłaś adres- uśmiechnęła się znów.
- Dzięki ciociu, że ją przechowałaś. Otworzę teraz, bo sama jestem ciekawa co to. Nie ma nadawcy?- obejrzała paczkę ze wszystkich stron- Nie- odpowiedziała sobie sama.
Zadanie: Napiszcie co Blanka znajdzie w paczce? Czy będzie to coś ważnego? Czekamy na Wasze propozycje.


