2.7.
Budynek piętrzył się w oddali. Jego zielonkawy kolor wyróżniał go wśród innych bloków. Wieczór zbliżał się powoli, więc światło zachodzącego słońca padało wprost na złote liście bluszczu opadającego na kopułę budowli. Studenci siedzieli na trawie i czytali (choć nie sądzę żeby już się uczyli). Zbliżając się do wejścia, Blanka podziwiała coraz bardziej jesienne kolory ogrodu. Po wysokich schodach wspięła się na piętro, gdzie jej oczom ukazało się kilkaset regałów pełnych najrozmaitszych książek. Całe lewe skrzydło budynku, wypełnione było, jak się okazało, książkami z dziedzin humanistycznych, takich jak historia, prawo czy socjologia. Postanowiła wybrać tamtą stronę by przyjrzeć się dokładniej książkom o historii. Przewertowała kartki czytając nagłówki rozdziałów, co jakiś czas skupiając wzrok na pojedynczych obrazkach. Odkładanie książek na miejsce było dość męczące, bo nigdy nie wiedziała czy robi to dobrze. Spędziła tak niecałą godzinę, choć nie udało jej się dosięgnąć wszystkich podręczników. Westchnęła pod nosem i zasmuciła się trochę, ale nadal nie chciała rezygnować. Po prawej stronie widniały tytuły ścisłe. Podręczniki do ekonomii, zaraz obok zarządzanie, a jeszcze dalej fizyka. Skierowała się więc na wprost gdzie natknęła się na czasopisma wszelkiego rodzaju. Począwszy od dzienników informacyjnych przez magazyny hobbystyczne, na poradnikach współczesnej matki kończąc. Poczuła się jednak ogromnie zagubiona nie wiedząc gdzie iść ani w jaki sposób szukać. Zależało jej by znaleźć- i to jak najszybciej, bo pozostało półtorej godziny do zamknięcia biblioteki- podręczniki dla przyszłych archeologów. Postanowiła dopytać w punkcie informacyjnym. I jak się okazało, był to dobry ruch. Dziewczyna, która wyglądała na jej rówieśniczkę, z uśmiechem zaprowadziła Blankę po schodach w dół. Na widok tego co zobaczyła, coś ścisnęło Ją w żołądku. Znajdowała się tam kolejna ogromna sala wypełniona po brzegi książkami. Ruszyły między regały. Dreptała pośpiesznie za swoim informatorem. Skręciły w lewo i wreszcie dotarły do tabliczki, na której napis brzmiał „archeologia, historia, starożytność”. Regałów było w sumie sześć, a każdy z nich to pięć poziomów półek. Postanowiła więc, że od razu postara się znaleźć coś konkretnego. Tym czymś miała być książka o Meksyku i tamtejszych odkryciach archeologicznych. Udało jej się znaleźć osiem. Usiadła na podłodze w kącie i ułożyła wszystkie na stosie. Każda kolejna przeglądana była przez Blankę coraz mniej dokładnie. Zmęczenie dnia dopadło ją szybko. W końcu jednak znalazła to, czego chciała. W jednym z amerykańskich podręczników, zauważyła szkice kości, które podobne były do tych znalezionych przez dziewczyny. Autor pisał:
„Z dużym prawdopodobieństwem sądzić możemy, że plemię Kghwana, zamieszkałe na terenie miasta Aztlan, używało kości w celach rytualnych i leczniczych. Wierzyli oni bowiem, że w połączeniu z piórami świętego ptaka, dają one niezwykłą moc przetrwania nawet w najbardziej bezwzględnych warunkach, a co za tym idzie, nieśmiertelność. Najbardziej mężni wojownicy zabierali je ze sobą na wyprawę, a wówczas nigdy nie wracali do wioski z pustymi rękami. Według legend, kości działały tylko wówczas, gdy były ze sobą blisko. Zagubienie jednej z nich powodowało więc brak mocy innych. Informacje o tych niezwykłych przedmiotach odczytać możemy na starożytnych malowidłach tej zapomnianej cywilizacji a także na odnalezionych w 1970 roku świętych tablicach. Dotąd jednak, mimo licznych badań archeologicznych, udało się odnaleźć tylko trzy kości z siedmiu.”
Z podręcznika dowiedziała się także, że świętym ptakiem był dla owego plemienia Lumficyx Fereox, a najbliżej spokrewnionym z nim dziś mógłby być polski sokół wędrowny. Jego delikatne pióra na czubku głowy są bardzo podobne do tych, których używali wodzowie. Kości nie były więc oznaką nowo odkrytej cywilizacji, ale za to zapomnianej. Czy mogły więc być wiele warte?
Blanka ogromnie podekscytowała się znalezionymi informacjami. Zabrała książkę i pobiegła do punktu ksero by na stałe mieć w domu najważniejszy fragment oraz szkice, które w większości pokrywały się ze znaleziskiem.
Wracała do domu autobusem, starając się odpędzić natłok myśli związanych z całą sprawą. Trochę męczyło ja ciągłe zastanawianie się i niepewność. Ale z drugiej strony, do działania popychała chęć odnalezienia torby, z którą czuła się już związana jak z własną.
Zadanie: Jak sądzicie, co dzieje się z torbą? Czy Blanka ją odzyska? Czekamy na wasze propozycje kilku kolejnych wydarzeń.


