Wstrzymanie Projektu

•13/05/2010 • Dodaj komentarz

Kochani!
W zwiazku z – jak dotąd- niewielkim zainteresowaniem naszym projektem, jesteśmy zmuszeni zawiesić działalność na czas nieokreślony. Wszystkich, którzy śledzili kolejne części książki, przepraszamy.
Projekt zostanie ponownie uruchomiony jeśli dostaniemy propozycje na ciąg dalszy.

Autorzy Projektu Książka

2.11.

•08/04/2010 • Dodaj komentarz

Kolejne dni zdawały się nie do wytrzymania. Blanka czuła w sobie ogromną potrzebę rozmowy z kimś, kto by jej wysłuchał i do tego, zrozumiał. Chciała pomówić z Krystyną, ale ta wyszła na spotkanie z kumplem z dawnych lat, mieszkającym gdzieś na osiedlu w Podkowie Leśnej. Postanowiła więc zadzwonić do Ali. Chwilę po tym, miała już w ręku telefon łącząc się z Warszawą. Ala odebrała po kilku sygnałach. Blanka postanowiła nie owijać w bawełnę. Od razu opowiedziała o wszystkim co działo się w ostatnim czasie, dokładnie opisując sytuację z butelką. Od tamtego wieczora, nie otworzyła jej ani razu. Ala nie kryła zdziwienia. Tymczasem podczas rozmowy, na jaw wyszły zupełnie nowe fakty, o których Ala wcześniej nie powiedziała. Blanka z otwartymi ze zdumienia ustami, słuchała słów koleżanki. Dziewczyna mówiła szybko, zatrzymując się jedynie na nabranie płytkiego oddechu.

- W Internecie na razie nie znalazłam nic. Za to wczoraj postanowiłam spotkać się z Arturem. Mieliśmy pójść nad Wisłę, na spacer, ale gdy tylko ruszyliśmy, znów zaczął padać deszcz. Dawno nie byłam już u niego w domu, ale pamiętałam, że mieszka niedaleko miejsca, w którym akurat się znaleźliśmy. Zaproponowałam więc, lekko nachalnie, byśmy poszli do niego.- Tu zrobiła przerwę jakby wyczekując reakcji Blanki, ale ta nie odpowiedziała nic. Mówiła więc dalej.- Opierał się oczywiście mówiąc, że ma bałagan w pokoju i że wstyd, ale nalegałam, tym bardziej że padało coraz mocniej. W końcu zgodził się i pobiegliśmy szybko w stronę bloku. O mało nie wpadłam pod samochód przez to! Ale to zupełnie inna historia… No więc weszliśmy do domu, w jego pokoju wiele się zmieniło odkąd byłam tam ostatni raz kilka lat temu. Na ścianie wisiała wielka mapa świata. Na niej, zaznaczone były jakieś punkty. Najwięcej w Ameryce Południowej i Środkowej. Część także w Północnej. Już chciałam go zapytać co to, gdy mój wzrok przyciągnęło coś jeszcze ciekawszego. Na stole stał dziwny, gliniany kufel, przyozdobiony kolorowymi nićmi, włóczkami, sznurkiem, koraliki też tam były. No i chyba jeszcze nie dokończony był, bo wokół rzeczywiście bałagan straszny. Mnóstwo materiałów i nici porozrzucanych wokół, wyglądało na to, że kubek jest niedokończony. Spytałam Artura co to tak naprawdę jest, ale on zgarnął wszystko jednym ruchem ręki i powiedział tylko, że musimy zrobić miejsce na herbatę. Dopytywałam dalej. W końcu dowiedziałam się tyle, że to jakiś prezent dla kogoś.- Tu znów zrobiła przerwę tłumacząc się tym, że brakuje jej już tchu. Blanka szybko wykorzystała moment.

- Alu, do rzeczy! Co się stało takiego ważnego?!

- Już, już mówię. Artur wyszedł do kuchni. Ja usiadłam na łóżku, wyciągnęłam szczotkę by rozczesać włosy po deszczu i w tym momencie spadł mi kolczyk. Wtoczył się prosto pod wielki tapczan. Bez namysłu schyliłam się by go stamtąd wydostać. I wiesz co tam zobaczyłam? Wiesz?!- Krzyczała głośno do słuchawki.- Naszą zaginioną torbę! Jestem pewna że to była ona. Nawet w ciemnościach bym ją poznała. Chciałam czmychnąć szybko razem ze znaleziskiem, ale chwilę później wszedł Artur. Nie powiedziałam mu nic. Przecież nie oddałby mi jej, a tylko nabrał podejrzeń. No więc zaraz po wypiciu herbaty i uroczej, sztucznej pogawędce wyszłam jak gdyby nigdy nic. Uf… To tyle chciałam ci powiedzieć. Co ty na to?

- Zatkało mnie. Nie wiem co mam mówić.Ale czuję zadowolenie, bo nareszcie wiem, że słusznie podejrzewałam tego chłopaka. Wiesz, spotkałam go już kilka razy na ulicy. Sądziłam, że nasze spotkania to przypadek. Wychodzi jednak na to, że po prostu mnie śledził.

- Zabierzemy torbę?- spytała bez chwili namysłu Ala.

Blanka zmarszczyła brwi i uśmiechnęła się szyderczo.

- Oczywiście.

Napiszcie: Co będzie dalej ?

Wesołego Alleluja!

•02/04/2010 • Dodaj komentarz

Drodzy czytelnicy i współtwórcy Projektu Książka!

Chcielibyśmy życzyć Wam dużo zdrowia i radości w czasie Świąt Wielkanocnych.

Żeby wielkanocny królik przyniósł wam więcej pomysłów co by je przedstawić na stronie.

A tymczasem odpocznijcie i czekajnie z niecierpliwością do 8 kwietnia, bo wówczas pojawi się kolejny wpis.

Z pozdrowieniami

Autorzy

2.10.

•31/03/2010 • Dodaj komentarz

Sobotni poranek wydawał się lśnić w blasku jesiennego słońca. W Warszawie jesień nie jest tak piękna jak tu, w Podkowie Leśnej. Tutaj da się zauważyć każdy drobny szczegół tej niezwykłej pory roku. Nawet deszcz nie wydaje się taki ponury. No tak… Właśnie znów zaczęło kropić. Ojciec przynosił jeszcze jakieś bagaże z samochodu, kiedy dosięgły go pierwsze krople. Naciągnął na głowę cienką kurtkę i uskoczył pod daszek klatki schodowej. Ciotka i Krystyna krzątały się po kuchni, trochę rozmawiały. Plotkara z tej Marceliny. Do tego miała świetną zabawę przy opisywaniu całego zajścia.

- A żebyś ty jej minę widziała!- Krzyczała do Krystyny- Siedziała na fotelu i biedna nawet nie wiedziała czy śmiać się czy płakać.- Marcelina znów wybuchła śmiechem. Oparła się o kant drewnianego stołu i złapała w pasie. Starsza siostra Blanki uśmiechała się pod nosem, na tyle, by nikt nie zauważył.- I nawet wąchała czy to czasem nie jaka trucizna! Aj mówię ci kochana, że w dzisiejszych czasach, to dzieciaki mają niesamowite pomysły, ale czy mądre, to ja nie wiem. Ale za to jakie śmieszne!- I znów powtórzyła swój chichot, nie kryjąc tego przed Blanką. Dziewczyna posłała jej tylko cierpkie spojrzenie i odeszła do salonu. Ciągle zastanawiało ją skąd ta butelka i po co. Nie potrafiła uspokoić myśli. Jej zmysły, znów zaczęły pracować normalnie. Nie ważyła się jednak sięgnąć po butelkę raz jeszcze.

Te znaki i słowa musza być po portugalsku. A jeśli tak, to sprawa torby i butelki, są ze sobą jakoś powiązane. Tylko jak? Usiadła przed zgaszonym telewizorem. Był pokryty grubą warstwą kurzu. Cholera, dlaczego nie wzięłam ze sobą tego słownika?!

By lepiej się poczuć, wyszła na spacer. Spacerowała alejkami parku miejskiego, minęła też stary kościół św. Krzysztofa. Tak dawno tam nie była… Myśli plątały jej się po głowie. A te pióra? Kości musiały zostać sprowadzone do Polski ze względu na Sokoła Wędrownego. Tak naprawdę, chyba tylko jednego jestem pewna. Otwierając butelkę czułam to samo, co zaraz po znalezieniu torby. Ten koszmar nocny… Jakiś strach, ucieczka, ale też siła do walki. Może było trochę słabsze, mniej ogłuszające. To bardzo dziwne.- myślała.

Wieczorem matka oznajmiła wszystkim, że po wstępnej rozmowie z ciotką i ojcem, postanowili zostać w Podkowie dzień dłużej. Antek podskoczył z radości. Oznaczało to bowiem, że nie będzie musiał iść w poniedziałek do szkoły. Dla Blanki jednak, mimo, że tak tęskniła za tym miejscem, nie była to teraz dobra wiadomość. Chciała czym prędzej wracać.

Napiszcie: Co dalej może się wydarzyć ?

2.9.

•28/03/2010 • Dodaj komentarz

Gdy tylko rozwinęła pierwszy fragment papieru, jej oczom ukazał się kawałek czerwonego materiału. Szybkim ruchem zerwała resztki opakowania i ostrożnie rozwinęła tkaninę. Wewnątrz była zwykła butelka. Zgniłozielona, z grubego szkła, zatkana szerokim korkiem. Wokół niej, owinięty kawałek wygniecionego papieru. Dwie linijki liter wydawały się rozmyte, do tego w obcym języku. Znaczki były dla Blanki zupełnie niezrozumiałe. Otworzyła więc butelkę i przytknęła nos do szyjki. Natychmiast poczuła przyjemny zapach, który wydobywał się z wnętrza. Był lekki i łagodny, momentami słabo wyczuwalny. Przypominał nieco zapach frezji.

- No i co kochana? – Przerwała brutalnie ciotka- Pustą butelkę ci przysłali koledzy?- Drwiąco zapytała. Blanka jednak nic nie mówiąc, wsadziła korek na miejsce i podeszła do okna. Odsłoniła lekko zasłonkę. Na zewnątrz nie było nikogo. Zrobiły się już spore kałuże, a deszcz kropił nadal, to mocniej, to słabiej. Wokół świeciły tylko dwie latarnie, na dodatek tak słabo, że nie było widać prawie nic poza kilkoma metrami od nich samych. Na zachmurzonym niebie widniała jedna, słaba gwiazda. Dziewczyna zapatrzyła się przed siebie, gdy nagle kątem oka zauważyła, że gwiazda znikła, spadła. Stąpnęła z nogi na nogę próbując zebrać myśli. Noc wydawała jej się coraz jaśniejsza, zupełnie jakby przyzwyczaiła wzrok do tych ciemności. Dokładnie słyszała też każdy ruch ciotki, która odeszła w tym momencie od fotela i kierowała się w kierunku nocnej szafki. I chociaż Blanka nie widziała jej ruchów, wiedziała co ciotka robi w danym momencie. Patrząc na uliczki i drzewa, świadoma była także tego, co działo się za nią. Dopiero teraz, poczuła chropowatość parapetu o który się oparła. Palce jakby mocniej przylgnęły do ściany. Obraz przed nią wydawał się dokładniejszy niż przedtem. Czuła jak kolejne zmysły wyostrzają się jej z każdą minutą. Zdziwiona sytuacją chwyciła za butelkę, ale po chwili odstawiła ją znów na stół.

- Co się tak wiercisz Blaneczko? Rozumiem przecież, że butelka nie jest wymarzonym prezentem jaki można dostać, ale nie przejmuj się już i idź spać. Ciotka już ci tam posłała.- Wskazała niedbałym ruchem ręki na pokój, w którym spała Krystyna. Dziewczyna zawinęła butelkę w materiał, wcisnęła korek jeszcze mocniej i wróciła do pokoju.

Zadanie dla Was: Zaproponujcie co wydarzy się dalej. Czekamy na najciekawsze pomysły!

2.8.

•25/03/2010 • Dodaj komentarz

Była już prawie połowa września. Piątek. Rodzice wpadli na pomysł by pojechać w rodzinne strony. Wszyscy cieszyli się na tę myśl. Zwłaszcza Blanka, która długo już nie widziała się ze starymi znajomymi. Już w piątek, kiedy Antek przybiegł ze szkoły, załadowali się do samochodu i ruszyli do Podkowy. Czuło się w powietrzu tęsknotę za dawnymi stronami, bo tam zawsze był dom. Tam spokój i zieleń.

Zatrzymali się u ciotki Marceliny, która mieszka tam od ponad czterdziestu lat. Marcelina to starsza pani, ale nadal prezentuje się bardzo gustownie. Mogłaby być babcią tych dzieciaków. Jest mała i drobna, szybko porusza się po pokojach. Powagi dodają jej opadające na ramiona długie, płowe włosy i okrągłe grube okulary. Kiedy Blanka była mała, ciotka zawsze wyganiała ją z pokoju kiedy chciała zapalić cygaretkę. Tak zostało jej do dziś. Czasem czytając gazetę zamyśla się, a potem klnie jak szewc, kiedy popiół z papierosa spadnie jej na sukienkę. Mimo to, zarówno Krystyna jak i Blanka, uwielbiały spędzać u niej czas. Potrafiły po szkole przesiadywać do późnego wieczora. Siadały na kanapie obok stołu i patrzyły jak ciotka rozwiązuje krzyżówki. Wszyscy zastanawiają się czy rzeczywiście ma sześćdziesiąt pięć lat, ale tak naprawdę, wie to tylko ona sama. Marcelina jest wdową i mieszka sama w dużym mieszkaniu, niedaleko Alei Lipowej, toteż cała rodzina od razu pojechała w tamtym kierunku.

Kiedy dotarli na miejsce, było już ciemno. Słońce zaszło szybko i znów zaczynał padać deszcz. Ciotka przyjęła wszystkich z wielką radością. Odkąd się przeprowadzili, została tu- nie licząc kilku sąsiadek- całkiem sama. I mimo jej całej specyfiki,  miała w sobie coś, co powodowało, że w jej domu, gdy tylko rozbrzmiewało życie, tworzyła się ciepła atmosfera. Tak też było i tym razem. Wspólna kolacja wydawała się tchnąć radością. W Podkowie Leśnej nic się nie zmieniło od ich wyjazdu.

***

Wieczorem, kiedy wszyscy położyli się do łóżek, a ojciec na dostawiony materac, Marcelina zawołała Blankę do swojego pokoju. Ciotka była dla dziewczyny zawsze kimś bliskim, jak babcia. Marcelina usiadła w wielkim zielonym fotelu, dając skinieniem głowy znak, żeby Blanka spoczęła naprzeciwko. Mruknęła do siebie pod nosem, poprawiła spinkę na włosach. Uśmiechnęła się lekko, podnosząc jeden z kącików ust nieco wyżej.

- Złotko moje kochane- zaczęła- tutaj, pod zasłonkami jest paczka dla ciebie.- Blanka zmarszczyła lekko brwi dając do zrozumienia, że nie wie o żadnej przesyłce.

- Ale jak to? Od kogo?

- Ciiicho kochanie. Nie krzycz tak, bo się pobudzą. A Antek zaraz przyleci. Nie wiem od kogo, przecież nie otwierałam. Weź sobie proszę.- Blanka sięgnęła ręką w kierunku okna. Paczka była niewielka i miękka, opakowana w szary papier.- Na przyszłość, powiedz koleżankom, że zmieniłaś adres- uśmiechnęła się znów.

- Dzięki ciociu, że ją przechowałaś. Otworzę teraz, bo sama jestem ciekawa co to. Nie ma nadawcy?- obejrzała paczkę ze wszystkich stron- Nie- odpowiedziała sobie sama.

Zadanie: Napiszcie co Blanka znajdzie w paczce? Czy będzie to coś ważnego? Czekamy na Wasze propozycje.

2.7.

•22/03/2010 • Dodaj komentarz

Budynek piętrzył się w oddali. Jego zielonkawy kolor wyróżniał go wśród innych bloków. Wieczór zbliżał się powoli, więc światło zachodzącego słońca padało wprost na złote liście bluszczu opadającego na kopułę budowli. Studenci siedzieli na trawie i czytali (choć nie sądzę żeby już się uczyli). Zbliżając się do wejścia, Blanka podziwiała coraz bardziej jesienne kolory ogrodu. Po wysokich schodach wspięła się na piętro, gdzie jej oczom ukazało się kilkaset regałów pełnych najrozmaitszych książek. Całe lewe skrzydło budynku, wypełnione było, jak się okazało, książkami z dziedzin humanistycznych, takich jak historia, prawo czy socjologia. Postanowiła wybrać  tamtą stronę by przyjrzeć się dokładniej książkom o historii. Przewertowała kartki  czytając nagłówki rozdziałów, co jakiś czas skupiając wzrok na pojedynczych obrazkach. Odkładanie książek na miejsce było dość męczące, bo nigdy nie wiedziała czy robi to dobrze. Spędziła tak niecałą godzinę, choć nie udało jej się dosięgnąć wszystkich podręczników. Westchnęła pod nosem i zasmuciła się trochę, ale nadal nie chciała rezygnować. Po prawej stronie widniały tytuły ścisłe. Podręczniki do ekonomii, zaraz obok zarządzanie, a jeszcze dalej fizyka. Skierowała się więc na wprost gdzie natknęła się na czasopisma wszelkiego rodzaju. Począwszy od dzienników informacyjnych przez magazyny hobbystyczne, na poradnikach współczesnej matki kończąc. Poczuła się jednak ogromnie zagubiona nie wiedząc gdzie iść ani w jaki sposób szukać. Zależało jej by znaleźć- i to jak najszybciej, bo pozostało półtorej godziny do zamknięcia biblioteki- podręczniki dla przyszłych archeologów. Postanowiła dopytać w punkcie informacyjnym. I jak się okazało, był to dobry ruch. Dziewczyna, która wyglądała na jej rówieśniczkę, z uśmiechem zaprowadziła Blankę po schodach w dół. Na widok tego co zobaczyła, coś ścisnęło Ją w żołądku. Znajdowała się tam kolejna ogromna sala wypełniona po brzegi książkami. Ruszyły między regały. Dreptała pośpiesznie za swoim informatorem. Skręciły w lewo i wreszcie dotarły do tabliczki, na której napis brzmiał „archeologia, historia, starożytność”.  Regałów było w sumie sześć, a każdy z nich to pięć poziomów półek. Postanowiła więc, że od razu postara się znaleźć coś konkretnego. Tym czymś miała być książka o Meksyku i tamtejszych odkryciach archeologicznych. Udało jej się znaleźć osiem. Usiadła na podłodze w kącie i ułożyła wszystkie na stosie. Każda kolejna przeglądana była przez Blankę coraz mniej dokładnie. Zmęczenie dnia dopadło ją szybko. W końcu jednak znalazła to, czego chciała. W jednym z amerykańskich podręczników, zauważyła szkice kości, które podobne były do tych znalezionych przez dziewczyny. Autor pisał:

„Z dużym prawdopodobieństwem sądzić możemy, że plemię Kghwana, zamieszkałe na terenie miasta Aztlan, używało kości w celach rytualnych i leczniczych. Wierzyli oni bowiem, że w połączeniu z piórami świętego ptaka, dają one niezwykłą moc przetrwania nawet w najbardziej bezwzględnych warunkach, a co za tym idzie, nieśmiertelność. Najbardziej mężni wojownicy zabierali je ze sobą na wyprawę, a wówczas nigdy nie wracali do wioski z pustymi rękami. Według legend, kości działały tylko wówczas, gdy były ze sobą blisko. Zagubienie jednej z nich powodowało więc brak mocy  innych. Informacje o tych niezwykłych przedmiotach odczytać możemy na starożytnych malowidłach tej zapomnianej cywilizacji a także na odnalezionych w 1970 roku świętych tablicach. Dotąd jednak, mimo licznych badań archeologicznych, udało się odnaleźć tylko trzy kości z siedmiu.”

Z podręcznika dowiedziała się także, że świętym ptakiem był dla owego plemienia Lumficyx Fereox, a najbliżej spokrewnionym z nim dziś mógłby być polski sokół wędrowny. Jego delikatne pióra na czubku głowy są bardzo podobne do tych, których używali wodzowie. Kości nie były więc oznaką nowo odkrytej cywilizacji, ale za to zapomnianej. Czy mogły więc być wiele warte?

Blanka ogromnie podekscytowała się znalezionymi informacjami. Zabrała książkę i pobiegła do punktu ksero by na stałe mieć w domu najważniejszy fragment oraz szkice, które w większości pokrywały się ze znaleziskiem.

Wracała do domu autobusem, starając się odpędzić natłok myśli związanych z całą sprawą. Trochę męczyło ja ciągłe zastanawianie się i niepewność. Ale z drugiej strony, do działania popychała chęć odnalezienia torby, z którą czuła się już związana jak z własną.

Zadanie: Jak sądzicie, co dzieje się z torbą? Czy Blanka ją  odzyska? Czekamy na wasze propozycje kilku kolejnych wydarzeń.

2.6.

•19/03/2010 • Dodaj komentarz

Szybkim krokiem dotarły na Plac Zamkowy. Tam starając się zaszyć w najmniej odwiedzane miejsca, zeszły krętymi schodkami w kierunku Mariensztatu. Usiadły na ławce lśniącej w resztkach letniego słońca. Blanka przyciszyła głos i spojrzała przed siebie.

- Musimy coś zrobić.- Zamyśliła się, po czym nastąpiła długa chwila milczenia. Obie dziewczyny spoglądały w tym samym kierunku. Pierwszy plan zupełnie się rozmył, nieliczni ludzie przechodzili przed ich oczami, ale one nie zważały na to. Ala głęboko westchnęła jakby chciała dać do zrozumienia, że zupełnie brak jej pomysłów.

- Pudełko, kostki, scyzoryk, drobniaki, klucze- Mruknęła pod nosem Blanka.

- I słownik.

- I słownik.- Powtórzyła sama do siebie.- Tak czy siak, nadal mi to nic nie mówi. Eh… Może to po prostu była zwykła torba, którą ktoś przypadkowo zostawił. Może te przedmioty zupełnie nie mają żadnego znaczenia? A my z tego robimy problem. Już sama nie wiem co myśleć.  Ale czuję, że byłoby niesamowicie, rozwiązać tę zagadkę. O ile to w  ogóle jest zagadka… Klucze, słownik, pieniądze… te rzeczy może nosić w torbie każdy! Tylko te kości nie dają mi spokoju. Były naprawdę niesamowite. Szkoda, że ich nie widziałaś.

- Ja też żałuję. Ale może na nich się skupimy? Spróbujmy poszperać w sieci. Przecież Internet to teraz okno na świat, więc na pewno coś da się znaleźć, tylko trzeba umieć szukać. – Znów nastąpiła chwila ciszy. Obie zamyśliły się głęboko. Nagle Ala poruszyła się gwałtownie i obróciła twarzą w stronę koleżanki.

- Zróbmy tak. Ja poszperam w Internecie, a ty pójdziesz do jakiejś biblioteki i poszukasz tam. Zajrzysz do działu geograficznego, może znajdziesz coś o starych cywilizacjach Meksyku. Najlepiej idź od razu do biblioteki swojej uczelni. Muszą mieć tam mnóstwo książek naukowych. Innej drogi na razie nie widzę. Za mało wiemy.

Blanka przystała na tę propozycję i postanowiła pójść do biblioteki od razu, jeszcze tego samego dnia. Pożegnała się z Alą i ruszyła wąską ścieżką w stronę budynków. Po prawej stronie minęła kościół widniejący z nad pagórka. Tam ścieżka przechodziła w szeroką, dwupasmową ulicę. Kawałek obok park i nieznane dotąd bloki. Gmach biblioteki widać było z daleka.

Zadanie dla Was: Napiszcie co może się wydarzyć dalej?

2.5.

•16/03/2010 • Dodaj komentarz

Pogoda psuła sie coraz bardziej. Każdy kolejny dzień wydawał się być bardziej mglisty i deszczowy od poprzedniego. Mgła wkradała się w każdy zakamarek podwórka i pobliskiego parku. Coraz częściej należało zabierać ze sobą parasol i cieplejszy sweter. Czasem bywa tak, że lato i wspaniała pogoda trwa jeszcze długo po zakończeniu sierpnia. Tym razem było inaczej. Chmury napływały z każdej strony, sprawiając wrażenie gęstego dywanu spoczywającego na niebie.

Dziś po południu dziewczyny miały spotkać się ponownie. Blanka wyszła wcześniej by spokojnie dotrzeć na miejsce. Mimo to, zmuszona była czekać na Alę ponad dziesięć minut. Po chwili jednak ukazała się za rogiem.  Jej bujne włosy powiewały delikatnie na wietrze. Była uśmiechnięta, jak gdyby wcześniej, nic nie zaszło. Ala wyprzedzając powitanie Blanki, zasugerowała, by poszły Nowym Światem, gdzie  jest najwięcej butików. Jednak Blanka juz od rana czuła, że nie powinna tłamsić w sobie nagromadzonych emocji i pytań. Rzuciła więc bez zastanowienia.

- Słuchaj, co się dzieje? Unikasz mnie. Nie dobierasz telefonów i do tego uciekasz. Sama jestem zdziwiona, że dziś sie spotkałyśmy.- Mimowolnie zmarszczyła brwi, chociaż wiedziała, że nie chce wywrzeć na Ali presji.

- Spokojnie, przepraszam!- wzburzyła się Ala- Miałam dużo obowiązków. W ostatnim tygodniu wszystko spadło mi na głowę.

- Mogłaś chociaż odebrać telefon. – naciskała dalej Blanka- Dzwoniłam do ciebie przynajmniej cztery razy. – Zakłopotanie malowało się na twarzy Ali, jednak szybko odzyskała poczucie pewności i przybierając kamienną minę rzuciła.

- Telefon mi ukradli. Jeśli koniecznie chcesz wiedzieć wszystko, to powiem ci. Napadnięto mnie jakiś tydzień temu.- Blanka mimowolnie wykonała maleńki krok do tyłu. Poczuła się bardzo zakłopotana. Przez myśl jej nie przeszło, że coś takiego mogło się zdarzyć. Ala ciągnęła dalej.

-Wracałam z imprezy integracyjnej dla naszej grupy. Podszedł do mnie koleś w kominiarce. Dalej możesz dokończyć sama. Oddałam portfel, telefon i mogłam pójść do domu. Nie doszło do niczego więcej. Na szczęście. Teraz wszystko jasne?

Blanka jeszcze przez chwilę stała jak wryta, po czym spuściła wzrok w dół. Ala jednak uśmiechnęła się przyjaźnie i poklepała ją po ramieniu.

- Już w porządku. Nie ma sprawy, przecież nie wiedziałaś. Pójdziemy wreszcie na zakupy?

Dziewczyny szybko doszły do porozumienia i ruszyły w stronę starówki. Tego popołudnia, Blanka poczuła, że może wyjawić koleżance wszystkie szczegóły ostatnich wydarzeń. Opowiedziała więc o zaginionej torbie, co wyraźnie zmartwiło Alę, a także o znalezionych w sieci informacjach. Wspólnie postanowiły, że odzyskają zgubę i rozwiążą zagadkę kości.

Zadanie dla Was:  Napiszcie jakie pierwsze kroki zrobią dziewczyny w celu znalezienia torby. Czekamy na wasze propozycje!

2.4.

•13/03/2010 • Dodaj komentarz

Swoje poszukiwania Blanka rozpoczęła od stron typowo informacyjnych, ale tam, w najświeższych newsach nie znalazła nic. Kolejnym krokiem było przeszukanie stron branżowych. Na stronie głównej Instytutu Archeologii zauważyła jednak coś interesującego. Komunikat brzmiał:

Portugalscy archeolodzy odnaleźli w ruinach starożytnego azteckiego miasta Aztlan (obecnie stan Nowy Meksyk) doskonale zachowane szczątki prastarego mężczyzny. Wiemy już na pewno, że nie pochodził on z plemienia Majów ani Azteków. Świadczą o tym liczne rozbieżności w budowie czaszki. Bill Formaneum, światowej sławy antropolog, przypuszcza, że archeolodzy mogli trafić na zupełnie nową cywilizację. Przy szkielecie znaleziono także starożytne narzędzia oraz cztery kości z tajemniczymi znakami, zapisanymi w nieznanym dotąd języku. Na każdym z nich widniały także znaki przypominające zwierzęta lub przedmioty.

Kości jednak zaginęły w tajemniczych okolicznościach. Sami badacze przypuszczają, że najprawdopodobniej zostały skradzione. Przypuszcza się także, że  mogły być przedmiotami magicznymi, używanymi przez mężczyznę według wierzeń do leczenia lub odpędzania złych duchów .Jeśli rzeczywiście tak jest a szkielet wskazuje na nowo odkrytą cywilizację, kości mogą być warte nawet dwadzieścia tysięcy dolarów.”

Przeczytana informacja wywarła na Blance ogromne wrażenie. Wszystko, co do kości, zgadzało się. Były cztery, wyglądały jakby z kości słoniowej. Na każdej także były znaki. Niestety nie zdążyła ich sprawdzić. Nie zgadzało się tylko jedno- piórka. Były przecież świeże i drobne, przez tyle lat z pewnością nie zachowałyby się. Poczuła teraz żal do samej siebie, że pozwoliła zniknąć torbie. Nie chodziło oczywiście o bogactwo, ale o samą tajemnicę. Próbowała więc przypomnieć sobie, co takiego na każdej z nich widziała. Wzięła kartkę i zaczęła malować to, co zapamiętała. Na jednej z kości widniał napis „BURSA” a po przeciwnej stronie czerwoną farbą namalowany był obrazek przypominający głowę krowy. Kolejne kości zawierały napisy „HOMEO- YA”, „MAKOLUM” i „TRINAM”. Kolejne obrazki to czaszka, dom i słońce. Sama nie wiedziała jakim cudem udało jej się to zapamiętać. Spisała więc wszystko jeszcze raz i schowała kartkę do pudełka, zamykając na kluczyk. Starała się także znaleźć w sieci hasła odpowiadające tym słowom, może jakieś znaczenie, ale niestety na próżno. Sprawdziła też gdzie dokładnie leży stan Nowy Meksyk, oględnie przeczytała jego historię. Nie znalazła jednak żadnej wzmianki oprócz Azteków, których historię znała jeszcze z liceum. W końcu zmęczyła się poszukiwaniami i postanowiła znów spróbować zatelefonować do Ali. Tym razem udało się. Odebrała i bez problemów się umówiły. Blanka nie powiedział jednak Ali o swoim odkryciu. Chciała spotkać się pod pretekstem zakupów, ale przy okazji wybadać sytuację.

Zadanie dla Was: Napiszcie jak będzie wyglądało spotkanie Ali z Blanką?

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.